ZNAJDŹ INTERESUJĄCE CIĘ WYDARZENIA Z DANEGO OKRESU
zobacz dzisiejsze wydarzenia
najważniejsze z tego tygodnia
najważniejsze z tego miesiąca
najważniejsze z tego roku
Procesy domniemanych czarownic na ziemiach polskich w XVII i XVIII wieku

Atmosferę jaka zapanowała w Europie doby nowożytnej najlepiej oddaje sformułowanie „polowanie na czarownice”. Jest to okres, kiedy na kontynencie rozprzestrzenia się ponury zabobon. Chodzi tu o procesy domniemanych „czarownic”, czyli najczęściej kobiet podejrzewanych o zajmowanie się czarami (konkretnie zielarstwem, wróżbiarstwem, znachorstwem, czyli tzw. medycyną naturalną), bądź też o stosunki z diabłem. W jego wyniku śmierć poniosło wielu niewinnych ludzi. Bezpodstawne oskarżenie zazwyczaj kończyło się procesem, podczas którego oskarżona poddawana była wielogodzinnym torturom mającym na celu wymuszenie zeznań, a jeśli kobiecie udało się to przeżyć, to proces kończył się wydaniem wyroku śmierci przez spalenie. Kary za paranie się czarami były bardzo surowe, w myśl ówczesnych duchownych i świeckich prawodawców, którzy radzili odstępstwa od wiary traktować jak najostrzej. Atmosferę strachu podsycali ówcześni duchowni i literatura tego okresu. Zjawisko to można zaobserwować głównie na terenach dotkniętych konfliktami religijnymi oraz działalnością kontrreformatorską. Przyczyny oskarżeń z dzisiejszego punktu widzenia wydają się absurdalne i irracjonalne, odkrywają jednak przed nami obawy, przesądy i wierzenia ówczesnych ludzi. Ofiarą tego procederu mógł stać się każdy, na tym tle dochodziło do wielu nadużyć. Niekompetentni sędziowie i brak jednoznacznego określenia kim była czarownica powodowało, iż procesy stały się narzędziem walki od sąsiedzkiej aż po polityczną oraz sposobem panów feudalnych na odwrócenie uwagi chłopa od nękających go problemów (wyniszczone wojnami wsie) i skierowanie jego frustracji na konkretną osobę. Zjawisko to jest o tyle ważne, że pokazuje nam w jaki sposób można sterować masami oraz biedotą i jak to może wpłynąć na bieg historii. Dzięki niemu możemy prześledzić jak absurd staje się prawem od oskarżenia do wydania wyroku.
Największe nasilenie procesów czarownic w Europie przypada na XV-XVII wiek. W Polsce proceder ten apogeum osiąga w XVII i XVIII wieku, czyli wtedy, gdy na zachodzie kontynentu jest już w końcowej fazie. Ramy chronologiczne omawianego problemu nie są sztywne, ani jasno określone, ponieważ procesy te zaczęły się znacznie wcześniej niż XVII wiek i trwały (zazwyczaj w formie samosądów) długo po „ostatnim” procesie (Doruchów 1775 rok) i ich formalnym zakazaniu. Niniejszy artykuł, którego celem jest omówienie kolejno po sobie następujących etapów postępowania w sprawach o czary, skupia się jednak na XVII i XVIII wieku, kiedy liczba procesów w Koronie była największa. Mam tu na względzie, iż powszechność tego zjawiska utrwaliła pewną jednolitość procedury postępowania sądowego w omawianych przypadkach.
Czarownica, to słowo, które w XVII i XVIII wieku często oznaczało wyrok. Droga kobiety, którą nazwano czarownicą prowadziła szybko do oskarżenia z urzędu, a dalej do wyroku. Najczęściej wyroku śmierci przez spalenie. Początkowo (XIII wiek) procesy o czary łączono z herezją, lecz dość szybko doszło do oddzielenia się tych spraw. Najpierw czarowstwo łączono z wróżbiarstwem i znachorstwem, a były to praktyki powszechnie przez ówczesne kobiety uprawiane i akceptowane przez społeczeństwo dopóki nie nałożyły się na nie nieszczęścia dotykające ludzi z sąsiedztwa. Mówiono wtedy, że czarownica „rzuciła urok”. Od XVI wieku wspomniane praktyki zaczęto utożsamiać z działaniem sił nieczystych, demonów, diabłów i szatana, którzy dopuszczają się zbrodni z wykorzystaniem do swych celów słabych ludzi (poprzez opętanie), zwłaszcza kobiety, a domniemane czarownice oskarżano o uczestnictwo w sabatach, czyli spotkaniach z diabłem na tzw. Łysej Górze1.
Podejrzenie o paranie się czarami padało na kobiety, rzadko dotyczyło mężczyzn, miało to swoje przyczyny w mentalności ówczesnych ludzi. Uważano, że kobieta jest istotą słabą, stąd bardziej podatną na wpływy „sił nieczystych”, ponadto kobiety zajmowały się w epoce nowożytnej znachorstwem, zielarstwem, wróżbiarstwem, co ściągało na nie podejrzenia i zawiść innych, w przypadku nieskuteczności tych praktyk. Ofiarami podejrzeń były kobiety z najniższych warstw biedoty miejskiej i wiejskiej, żebraczki i prostytutki (tępione przez społ.), rzadziej oskarżano członkinie zamożnych rodów miejskich (w wyniku rywalizacji między rodzinami), ale ich procesy rzadko kończyły się wyrokami śmierci. Do szerzenia tego zabobonu przyczyniła się, poza sankcjami prawnymi, literatura tego okresu, która wprowadzała atmosferę strachu i spopularyzowała naukę o diable przy pomocy dworu lub plebanii. Takie druki w dobie „ciemnoty saskiej” „uświadamiały” ludność. Przykładem może być tekst ks. Benedykta Chmielowskiego, „Jak poznać opętanego?” z roku 17542. Autor wylicza w nim 24 punkty, które mają pomóc w rozpoznaniu „wspólnika diabła”. Czytelnik dowiaduje się, że ma do czynienia z takim człowiekiem, jeśli ten ma straszne oczy, wieje od niego zimny wiatr, ma wzdęty brzuch, na pytania odpowiada twardo lub mówić nie chce, ma twardy sen, naśladuje głosy zwierząt, nie szanuje rzeczy duchownych, bądź dziwnie na nie reaguje („zżyma się, rzuca jak na torturze, poci się, zgrzyta”), nagle się przestraszy, nienauczony wcześniej mówi w obcym języku lub gra na instrumencie, prorokuje. Z broszury tej wynika też, że podejrzenie opętania może paść na osobę, dziś wiemy-chorą na padaczkę-wtedy uchodziła za „prawdziwie opętaną”. Takie i równie irracjonalne przyczyny wystarczyły do rzucenia oskarżenia i do tego, żeby sprawą zajął się sąd.
Początków sądzenia przestępstw na tle religijnym należy doszukiwać się w XII i XIII wieku lecz diametralne zmiany przyniósł dopiero wiek XVII , kiedy w ramach reformy Kościoła dążono do katechizacji najniższych warstw społeczeństwa głównie przy pomocy jezuitów. Niestety krzewienie wiary oparte było na strachu przed szatanem i piekłem. Wtedy też czary zaczynają być traktowane jako odstępstwo od wiary, a Kościół dąży do przejęcia tych spraw. W Polsce czasów piastowskich i jagiellońskich procesy o czary toczą się przed sądami kościelnymi3. Są to sądy biskupie (tu oskarżano na podstawie opinii plebana, plotek, zeznań świadków), które nakładały łagodne kary (np. pokuta kościelna) lub zwalniały oskarżonych, jeśli nie udowodniono winy. W wyjątkowych przypadkach (sprawy o czary połączone z herezją) sprawy te powierzano sądom inkwizytorskim. Do połowy XVI wieku wyroki w sprawach o czarowstwo dotykają najbiedniejszych i Żydów, więc nikt nie przywiązuje do tego większej wagi. Dopiero, gdy sądy kościelne związane z możnowładztwem próbują objąć swą jurysdykcją szlachtę i mieszczaństwo, dochodzi do przejęcia omawianych spraw przez sądy świeckie (miejskie). Na wsi sprawy te formalnie rozpatrują sądy wójtowskie, choć decydującą rolę odgrywa pan feudalny lub dziedzic, który może być jednym z sędziów, może na sędziów wpływać, a nawet przeprowadzać próby na domniemanych czarownicach
Zazwyczaj starano się na „czarownicy” wykonać wyrok jak najszybciej po jego wydaniu. Na takie postępowanie wpływała ówczesna opinia publiczna oraz fakt, że małe miasteczka rzadko posiadały więzienia. Największą przeszkodą w apelacji, właściwie wykluczającą ją było to, że podczas tortur oskarżone przyznawały się do winy, co uniemożliwiało dalszą obronę czy odwołanie się od wyroku4.
Taką sytuację można określić jako błędne koło. Prawo, które winno chronić obywateli sankcjonowało absurdy i stawało się narzędziem w rękach silniejszych, bogatszych, bardziej wpływowych. Podstawą do rozsądzania spraw o czary była literatura popularno-naukowa, a procesy, które przyszły do Polski z Zachodu trafiły na podatny grunt społeczno-gospodarczy i przyczyniły się do śmierci wielu niewinnych osób, jako, ze jeden proces pociągał za sobą kilka innych. Baranowski podaje, iż liczba ofiar tych procesów na terytorium dzisiejszego państwa polskiego wynosi 30 – 40 000 osób5. I to wszystko w imię prawa.
Aby „zasłużyć” na miano czarownicy czasami nie trzeba było nawet spełniać wspomnianych wcześniej kryteriów. Postępowanie w takich sprawach było wszczynane na podstawie pomówienia, czyli oskarżenia mieszkańców wsi, miejscowości, wtedy można mówić o „czarownicy pomówionej”, bądź na podstawie podania jako współwinnej przez inną kobietę, zazwyczaj torturowaną-„czarownica powołana”. Sprawy o czary uznawano za szczególnie trudne i wymagające odpowiednich umiejętności, aby nie ulec czarownicy, a raczej przemawiającemu przez nią diabłu. Dlatego też często sprowadzano sędziów z innych miast, a bywało, że sąd miejski dołączał na czas sprawy obywatela, który brał już udział w podobnym procesie. Na wsi jeszcze w XVI wieku sprawy te oddawano do rozpatrzenia sądom miejskim (wtedy ten przyjeżdżał na wieś i zdarzało się, że zapraszał do swojego składu członków samorządu wiejskiego), ale od II połowy XVIII wieku pan wsi, bądź samorząd dobierał sędziów (byli to rzemieślnicy, kupcy z pobliskiego miasteczka, zabobonni i zależni od pana, więc wydawali wyroki zgodnie z jego życzeniem). Kobieta podejrzana, oskarżona o czary była aresztowana (prowadzone w miejsce odosobnienia) i umieszczana w beczce (w pozycji klęczącej ze związanymi rękami i nogami), na której widniał napis „Jezus! Maria! Józef!” (aby odstraszyć diabła i siły nieczyste), aż do ogłoszenia wyroku, ponieważ wierzono, że czarownica nabiera mocy przez styczność z ziemią. Zamiast beczki wykorzystywano skrzynkę lub kłodę, czyli dwa złączone, drewniane kloce z otworami na ręce i nogi. W takiej pozycji oskarżona trwała do momentu składania zeznań, czyli aż do zebrania się sądu. Powszechne było tez sprawdzanie czy oskarżona, aby na pewno jest czarownicą przez pławienie (wrzucano kobiety do zbiornika wodnego ze skrępowanymi rękami i nogami i jeśli nie tonęły to oznaczało, iż rzeczywiście parają się czarami). Tu spotykamy się z kolejnym absurdem. Wbrew pozorom częste były przypadki, że kobiety jednak nie tonęły od razu, dzięki spódnicom, które zatrzymywały powietrze i spowalniały tonięcie, jak w procesie Doruchowskim („suknie (…) nim namokły, unosiły każdą z nich na powierzchni wody”6).
Kolejnym krokiem było doprowadzenie domniemanej czarownicy przed grono sędziów. Przed zożeniem zeznań osobę oskarżoną rozbierano i golono włosy, jako że istniała obawa, iż diabeł schowa się w nich i podczas tortur przejmie na siebie ból, w związku, z czym okażą się one nieskuteczne. Badanie przeprowadzano w izbie tortur lub pomieszczeniu do tego przygotowanym. Za stołem zasiadali sędziowie wraz z pisarzem, który spisywał zeznania. Przed torturami pito gorzałkę, więc powszechne było pijaństwo wśród sędziów. Oskarżonego ustawiano tyłem do przedstawicieli prawa lub z zawiązanymi oczami, ze względu na ich bezpieczeństwo7.
Po wykonaniu wszystkich zabiegów przechodzono do zadawania pytań. Zaczynano od ustalenia personaliów oraz czy osoba była już wcześniej karana i jeśli tak, to za co. Następnie przewodniczący sądu, łagodnym głosem, dwukrotnie nakłaniał oskarżoną do przyznania się do winy, w zamian za uniknięcie tortur. Jeśli osoba nie przyznała się, to rozpoczynano wstępne czynności związane z torturami (groźby, pokazanie narzędzi, próby tortur). Gdy to nie skutkowało kat przechodził już do badania, które uchodziło za „królową dowodów”, gdyż najczęściej wtedy dochodziło do przyznania się do winy. Do najpopularniejszych tortur należało rozciąganie na ławie, drabinie, bądź w powietrzu (wykręcanie rąk i wyciąganie całego ciała), przypalanie (czasami jako wspomagające rozciąganie) świecą, rozgrzana blachą, siarką. W użyciu były też tzw. „hiszpańskie buty” (formy w kształcie buta, z kolcami po wewnętrznej stronie, które dociskano do nóg) rozrywające skórę, a nawet miażdżące kości. Rzadziej stosowano wlewanie do ust ogromnych ilości wody8.
Teoretycznie tortury mogły trwać godzinę, a powtarzać je należało aż do przyznania się do winy, ale maksymalnie trzykrotnie, z zaznaczeniem, że kolejna próba ma być cięższa niż poprzednia. Rzadko zdarzało się, aby osoba oskarżona przeżyła trzy „testy”, zwłaszcza, że ograniczenia były naginane (tortury wznawiane były zaliczane do poprzednich, a nie liczone jako kolejne). Na wsi i w małych miasteczkach proces trwał krótko (ze względu na brak więzień i często dojeżdżających sędziów), ale w dużych miastach sprawy te przedłużano, co kończyło się śmiercią oskarżonych w więzieniu. Podczas badań pytano o inne czarownice czy o przebieg owych „czarów”. Sędzia w pytaniu sugerował osobie torturowanej co ma zeznawać, więc ta przyznawała się do wszystkiego i podawała dane osób, których nawet nie znała. Zdarzało się, że kobieta była torturowana więcej niż raz mimo, że wcześniej przyznała się do zarzucanych jej przewinień, a to dlatego, że istniała nadzieja, że zdradzi jakieś gorsze zbrodnie. Po przyznaniu się przerywano badanie, aby oskarżona mogła potwierdzić zeznania, jeśli tak się nie stało, to wracano do przerwanych czynności. Nawet, jeśli osoba torturowana nie przyznała się do winy, mimo trzech prób, był to dowód na to, że jest czarownicą…
Bywało, że mimo tortur nie uzyskano wystarczających zeznań, wtedy skazywano na podstawie zeznań świadków. Najczęstszym wyrokiem było spalenie na stosie (palono nie tylko czarownice, ale też podpalaczy czy zdrajców), jeśli oskarżona przyznała się do świętokradztwa, profanacji przedmiotów świętych, to najpierw upalano ręce. Za ciężkie przewinienia stosowano zaostrzoną karę palenia-stos konstruowano tak, aby śmierć była powolna. Zdarzało się też łagodzenie kary, jeśli osoba torturowana okazała pokorę lub szybko się przyznała. Najpierw ścinano głowę, a dopiero potem palono. W momencie wejścia na stos żądano ponownego potwierdzenia zeznań oraz deklaracji o wybaczeniu sędziom i oskarżycielom.
Wyrok wykonywano na granicy wsi, czy miasta, bądź w innych przeznaczonych do tego miejscach. Publiczne egzekucje gromadziły wielu obserwatorów9. Jeszcze w XVI i na początku XVII wieku zdarzały się łagodniejsze wyroki (chłosta, pręgierz, wygnanie), wraz z przysięga „czarownicy”, że nie będzie się zajmować takimi praktykami. Wraz ze pogarszaniem się położenia ludności, opinia publiczna była coraz mniej skłonna do akceptacji łagodnych wyroków, a takie „przedstawienia” były korzystne dla pana feudalnego, czy władz, bo pozwalały utrzymać ład.
Wydawałoby się, że ten masowy proceder nie ma szans na zakończenie. Jak więc doszło do jego zaniechania? Najpewniej, wpłynęła na to sytuacja międzynarodowa, zwłaszcza fakt, iż poza granicami Korony procesy już dawno się skończyły, podczas, gdy tu zbierały swoje największe żniwo. Ponadto zmieniała się sytuacja społeczno-gospodarcza (rozwój rolnictwa, odbudowa ziem po wojnach) i kulturowa, a co za tym idzie mentalność ówczesnych ludzi. W XVI wieku nikt nie kwestionował potrzeby karania „czarowstwa”, a tylko stosowanie tortur, natomiast na przełomie XVII i XVIII w. coraz więcej było głosów sprzeciwiających się procesom w ogóle. Pierwsze głosy za zaprzestaniem stosowania kary śmierci za czary pojawiły się już na sejmie w 1774 roku10. Ostatecznie całkowity zakaz rozpatrywania spraw o czary uchwalono na sejmie w 1776 roku11, a to za sprawa szokującego procesu w Doruchowie i działań sfery ludzi oświeconych. Nawet po tym zakazie zdarzały się przypadki samosądów lub karania „czarownic” przez pana wsi. Na całkowite zaniechanie takich praktyk trzeba było czekać jeszcze kilkadziesiąt lat.
Analizując sytuację od XVII do XVIII wieku przychodzi na myśl utwór wybitnego twórcy tej epoki Ignacego Krasickiego „Jagnię i wilcy”: „Zawżdy znajdzie przyczynę, kto zdobyczy pragnie. Dwóch wilków jedno w lesie nadybali jagnię; Już go mieli rozerwać, rzekło: „Jakim prawem?” „Smacznyś, słaby i w lesie!” - Zjedli niezabawem”12. Otóż, jak już wcześniej wspominałam procesy stały się narzędziem w rękach silniejszych. Osoby oskarżone były niewinne, niewykształcone, a więc nieuświadomione, nie miały szans na apelację, a analiza każdego z elementów procedury sądowej pokazała, że osoba raz postawiona w stan oskarżenia nie może uniknąć śmierci. Pewną szansą na uniknięcie procesu było wysokie urodzenie, wpływowi krewni, bądź bardzo szybkie wytoczenie procesu o niesłuszne oskarżenie, co nie zdarzało się często, biorąc pod uwagę kondycję umysłową (często były to osoby chore psychicznie), wykształcenie czy koligacje rodzinne osób oskarżonych.
Zauważalny jest wpływ literatury na opinie ludzi. W XVI wieku rozpowszechniana była za pomocą księży, natomiast wiek XVIII rozwinął poziom wykształcenia ludzi oraz wynalazek druku, co pozwoliło na kształtowanie mas przez bardziej oświecone warstwy społeczeństwa. Na procesy czarownic można też patrzeć jak na walkę chrześcijaństwa z wierzeniami ludowymi zważywszy, że to właśnie katechizacja społeczeństwa przyczyniła się do zaistnienia tego problemu. Elementy starej wiary widać choćby w formułowaniu oskarżeń, np. o zadanie diabła (połknięcie diabła przez dziedzica, co powoduje opętanie warunków mękę ciała, sprowadzenie niekorzystnych warunków atmosferycznych, choroby bydła, zepsucie piwa), czy zadanie kołtuna (sprowadzenie na kogoś choroby) czary miłosne, trucicielstwo czy spędzanie płodu. Ciekawe są tez oskarżenia o „bankiety z diabłem” na Łysej Górze, na które czarownice docierały drogą powietrzną (na kiju, miotle unoszone przez szatana), aby tam otwarcie wyrzec się Boga, bezcześcić sakramenty, ucztować13. To z takimi zabobonami próbował walczyć kościół, osiągając odwrotny skutek. Ostatecznie to nie kościół przyczynił się do zaniechania tych zabiegów, lecz najbardziej wykształceni i aktywni działacze epoki. Największy wpływ na nich wywarła zapewne okrutna procedura stosowana w czasie procesów, uniemożliwiająca jakiekolwiek szanse na obronę, wybrnięcie z sytuacji oraz absurdalność oskarżeń i rażące nadużycia sędziów. Przemiany te można nazwać dużym postępem, nie tylko w dziedzinie prawa, ale też religijności czy moralności, które kontynuowane były przez pokolenia i z których czerpiemy do dziś.
BIBLIOGRAFIA:
I. Źródła:
• Baranowski Bohdan, Lewandowski W., Nietolerancja i zabobon w Polsce w wieku XVII i XVIII. Wypisy źródłowe, Warszawa 1950.
• Kitowicz Jędrzej, Opis obyczajów za panowania Augusta III, oprac. Roman Polak, Wrocław 1951.
II. Opracowania:
• Baranowski Bohdan, Kultura ludowa XVII i XVIII w. na ziemiach Polski Środkowej, Łódź 1971.
• Baranowski Bohdan, Ludzie gościńca Baronowski XVII-XVIII, Łódź 1986.
• Baranowski Bohdan, O hultajach, wiedźmach, wszetecznicach, Łódź 1988.
• Baranowski Bohdan, Procesy czarownic w Polsce w XVII i XVIII wieku, Łódź 1952.
• Baranowski Bohdan, Życie codzienne małego miasteczka w XVII i XVIII w., Warszawa 1975.
• Maciejewski T., Narzędzia tortur, sądów bożych i prób czarownic, Koszalin 1997.
III. Strony www:
• http://univ.gda.pl/~literat/ikbajk/index.htm
PRZYPISY:
1 Baranowski B., Kultura ludowa XVII i XVIII w. na ziemiach Polski Środkowej, Łódź 1971, s. 262-264; Tenże, Życie codzienne małego miasteczka w XVII i XVIII w., Warszawa 1975, s. 221-230.
2 Baranowski B., Lewandowski W., Nietolerancja i zabobon w Polsce w wieku XVII i XVIII. Wypisy źródłowe, Warszawa 1950, s. 119-120.
3 na mocy konstytucji z 1543 roku, która wszystkie sprawy o czary oddaje do rozsądzenia sądom duchownym
4 Baranowski B., Procesy czarownic w Polsce w XVII i XVIII wieku, Łódź 1952, s. 15-25; Kitowicz., Opis obyczajów za panowania Augusta III, oprac. Roman Polak, Wrocław 1951, s. 180-231.
5 Baranowski B., O hultajach, wiedźmach, wszetecznicach, Łódź 1988, s. 96.
6 Baranowski B., Lewandowski W., Nietolerancja i zabobon w Polsce wieku XVII i XVIII, Warszawa 1950, s.214.
7 Tamże, s. 211-219.
8 Maciejewski T., Narzędzia tortur, sądów bożych i prób czarownic, Koszalin 1997, s. 43-48, 69.
9 Baranowski B., Ludzie gościńca, Łódź 1986, s. 23-40; Tenże., Procesy…, s.20
10 Tamże, s. 35
11 Tamże.
12 http://univ.gda.pl/~literat/ikbajk/027.htm
13 Baranowski B., Kultura…, s. 248-254.
TAGI: procesy czarownic, czarownice
DATA MODYFIKACJI: 2009-11-07 18:43:19
DODAŁ: Murdas
AUTOR: Paulina Węgrzyn

Przypomnienie hasła


ZOBACZ ALBUM NA TEN TEMAT
ZOBACZ FILMY NA TEN TEMAT
ZOBACZ ARTYKUŁY NA TEN TEMAT


