iArchiwum

ZNAJDŹ INTERESUJĄCE CIĘ WYDARZENIA Z DANEGO OKRESU

Grzymisława – Ruryrkowiczówna na polskim tronie.

“  Dobra księżniczka zdaniem  Długosza to taka, która dbała o dobro państwa, Kościoła  i poddanych, opiekowała się chorymi i biednymi, rządziła mądrze i sprawiedliwie. Ponadto miała ona na względzie dobro&nb...” - czytaj dalej...

dodał: fQdesign



Ocena: 0 (0 głosów)

Kryzys zimowy czyli operacja „Jesień 70”.

Było jeszcze ciemno i mżył drobny deszcz, gdy w poniedziałek 14 grudnia 1970 roku, kilkanaście minut po 5.00 rano, funkcjonariusze SB przekraczali bramę Stoczni Gdańskiej, okazując służbowe legitymacje wartownikom straży przemysłowej. Jeszcze przed rozpoczęciem pracy przez pierwszą zmianę robotniczej załogi zorganizowali w budynkach administracji dwa „punkty łączności bezprzewodowej” (czyli radiowej), a w pobliżu bram wejściowych dwa „punkty obserwacyjne”. Grupy operacyjne SB zostały tego dnia wysłane także do innych zakładów pracy w Trójmieście. Nie wiadomo, czy tylko były to rutynowe działania uprzedzające ewentualne niepokoje.

O drastycznej podwyżce cen żywności, w największej tajemnicy przygotowywanej już od dłuższego czasu, większość Polaków dowiedziała się z telewizyjnego przemówienia Gomułki, wygłoszonego w sobotę wieczorem, zaraz po głównym telewizyjnym dzienniku. Organizacje PZPR o zmianach cen dowiedziały się nieco wcześniej i przez całą sobotę decyzja ta była omawiana na zebraniach, podczas których członków partii zobowiązywano do tłumaczenia w sowich środowiskach zasadności wprowadzanej podwyżki. W niedzielę 13 grudnia komunikat o nowych cenach wydrukowała poranna prasa. Obywatele PRL większość swych zarobków przeznaczać musieli na żywność, a jakakolwiek podwyżka cen groziła gwałtownym obniżeniem poziomu życia i łatwo mogła wywołać protesty społeczne. Tak tez się stało po niespodziewanym wzroście cen żywności, średnio o 13 – 30 %, tuz przed Bożym Narodzeniem. Obawa przed niezapowiedzianą podwyżką cen była przez niemal cały okres istnienia PRL-u zmora wielu jego obywateli. Zdając sobie z tego sprawę , ekipa gomułkowska postanowiła dokonać w grudniu 1970 roku podwyższenia cen wielu podstawowych towarów pod hasłem „ różnokierunkowej zmiany cen detalicznych szeregu artykułów rynkowych”.  Zdezorientowanym klientom starano wytłumaczyć się, że zmiana ta nawet jest dla nich do pewnego stopnia nawet korzystna, gdyż co prawda część artykułów drożeje, ale za to inne będą kosztowały mniej. Była to zwykła manipulacja, rosły bowiem ceny artykułów pierwszej potrzeby, kupowanych codziennie, taniały zaś dobra trwałe, kupowane raz w życiu. „Nie ma co się przejmować: zdrożał chleb, ale lokomotywy potaniały” – komentowano z goryczą.
Wstępna decyzja o podwyżce cen zapadła na posiedzeniu Biura Politycznego jeszcze 30 października 1970 roku. 11 grudnia sprawa była po raz kolejny przedmiotem obrad Biura Politycznego. Jedynym uczestnikiem posiedzenia, który próbował zwrócić uwagę na możliwość groźnych konsekwencji społecznych znacznej podwyżki w okresie przedświątecznym, był minister spraw zagranicznych Stefan Wędrychowski. Nie znalazł on jednak poparcia wśród innych członków Biura. Ostateczna decyzja w tej sprawie została zresztą podjęta przez Gomułkę i grono jego najbliższych współpracowników już wcześniej, a MSW i MON co najmniej od początku grudnia przygotowywały się do ewentualnych działań pacyfikacyjnych. 8 grudnia gen. Wojciech Jaruzelski wydał rozkaz precyzujący zasady współdziałania MON i MSW „w zakresie zwalczania wrogiej działalności, ochrony porządku i bezpieczeństwa publicznego oraz przygotowań obronnych.’ Następnego dnia powołano w MSW specjalny sztab mający kierować operacja Jesień ’70 – czyli tłumieniem ewentualnych protestów społecznych- oraz podlegające mu sztaby wojewódzkie. Od 12 grudnia we wszystkich jednostkach organizacyjnych resortu w całym kraju wprowadzono system całodobowych dyżurów, milicja otrzymała rozkaz wzmocnienia służby patrolowej, łącznie ze stosowaniem prewencyjnych zatrzymań wobec „elementu podejrzanego”, a SB zadanie jak najściślejszej inwigilacji wszystkich środowisk, w których mogą pojawiać się pomysły organizowania protestów. W wielu miastach usunięto chorych ze szpitali, które przygotowywano na przyjęcie ewentualnych rannych. Opróżniano tez więzienia i areszty śledcze, dotychczasowych ich lokatorów przenosząc do obiektów na prowincji oraz zagęszczając do granic możliwości. Z dniem 12 grudnia poinformowano też wieczorem społeczeństwo o zmianie cen za pośrednictwem radia i telewizji. Z dniem następnym drożało 46 grup produktów, w tym m. in. mięso i jego przetwory średnio o 17,6 %, mąka o 16 %, ryby o 11,7 %, powidła i dżemy o 36,2 %. Rekompensatą miało być obniżenie cen 40 towarów głównie przemysłowych, takich jak telewizory (19,2 %), pralki (17%) czy odkurzacze (15%). 14 grudnia rano wzburzeni rozmiarami podwyżek pracownicy Stoczni Gdańskiej rozpoczęli strajk. Około 9.00 pod siedzibą dyrekcji stały już trzy tysiące stoczniowców. Domagali się cofnięcia podwyżki cen, regulacji systemu płac, a zwłaszcza zasad obliczania premii. Pojawiły się też żądania usunięcia ekipy Gomułki i Cyrankiewicza. Ponieważ na teren stoczni nikt nie przybył z władz wojewódzkich, czego domagali się robotnicy, po dwóch godzinach stoczniowcy ruszyli do centrum miasta. Pochód, śpiewając hymn, Międzynarodówkę, Rotę oraz Boże, coś Polskę, pomaszerował pod budynek KW PZPR. Do zebranych pod gmachem wyszedł sekretarz KW ds. organizacyjnych Zenon Jundziłł. Próbował przemawiać  przez megafon zainstalowany na samochodzie, ale wkrótce wypchnięto go z auta i radiowóz znalazł się w rękach tłumu. W godzinach popołudniowych rozpoczęły się starcia demonstrantów z próbującą rozpędzić tłum milicją. W trakcie walk rannych zostało kilkadziesiąt osób, zniszczono tez kilkanaście samochodów i splądrowano szereg sklepów.

 

 

We wtorek 15 grudnia od rana trwały w Gdańsku starcia uliczne, w czasie których demonstranci spalili budynek Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Walki toczyły się tez pod gmachem Komendy Miejskiej MO, gdzie sierżant ZOMO zastrzelił stoczniowca i gdzie rannych od kul zostało kilku demonstrantów.
Według informacji przekazanych do Warszawy, pierwsze strzały miały paść z tłumu otaczającego komendę. Ostatecznie nie zdołano ze stuprocentową pewnością ustalić, kto strzelił pierwszy. Prawdopodobne jest, że w ręce atakujących wpaść mogły pojedyncze sztuki broni.

„Cały świat wstrząśnięty
jest krwawymi
wyczynami przeciwko
mężczyznom, kobietom
i dzieciom na ulicach
Gdańska, Gdyni i Sopotu
(…) Żołdactwo dało salwy
w tłumy bezbronnych głodnych ludzi.
(…) Hańba władcom  w Warszawie”.

Fragment anonimowego list do Polskiego
Radia z 17 grudnia.

Warto jednak pamiętać, że jedna z hipotez zakłada możliwość użycia broni przez prowokatorów z SB. W każdym razie wiadomość o strzałach oddanych z tłumu a nawet o dwóch zabitych milicjantach, dotarła na zebranie kierownictwa reżimu rozpoczęte o godzinie 9.00 w gmachu Komitetu Centralnego. Podczas tego zebrania została podjęta decyzja – według niektórych relacji przez Gomułkę , a według niego przez wszystkich uczestników narady – o użyciu broni palnej w walce z demonstrantami. Oprócz Gomułki w zebraniu brali udział marsz. Spychalski, przewodniczący Rady Państwa, a także premier Cyrankiewicz, minister Świtała i wiceminister Pietrzak z MSW, minister Jaruzelski z MON, Stanisław Kania, kierownik Wydziały Administracyjnego KC, oraz sekretarze Komitetu Centralnego : Bolesław Jaszczuk, Mieczysław Moczar i Ryszard Strzelecki.
W rezultacie tej decyzji następnego dnia rano żołnierze otworzyli ogień do demonstrantów pod brama stoczni gdańskiej. Najbardziej tragiczne wydarzenia miały jednak miejsce w czwartek 17 grudnia, gdzie wojsko dokonało masakry tłumu zmierzającego na pierwszą zmianę do stoczni w Gdyni. Wiele osób zginęło tez w czasie walk, jakie w efekcie tej masakry przez kilka godzin toczyły się w pobliżu bramy stoczni.
Tymczasem w Warszawie już od środy 16 grudnia trwały poufne rozmowy członków kierownictwa reżimu na temat konieczności odsunięcia od władzy Gomułki, upierającego się przy eskalowaniu przemocy i o zbrojnym rozprawieniu się z „kontrrewolucją”. Gdy spiskowcy skupieni wokół Moczara oczekiwali na odpowiedź z Moskwy, do idei poświęcenia Gomułki dla uspokojenia zbuntowanego Wybrzeża przekonywali się coraz wyraźniej kolejni członkowie władz partii. Wśród większość też przeważała opinia , że nowym sekretarzem powinien zostać Gierek, a nie Moczar. Konieczność odsunięcia Gomułki zrozumieli uczestnicy narady w jego gabinecie w południe 17 grudnia, którzy stali się tez świadkami jego rozmowy telefonicznej z Breżniewem. Podczas narady Gomułka, coraz bardziej podnosząc głos, krytykował nieudolność i nieskuteczność MSW :
„ W Gdańsku jest 2 tysięcy milicjantów, ale strzelać musiało wojsko. Co robiła MO? Oni w pierwszej kolejności powinni użyć broni. Okazuje się, że strzelali ślepymi nabojami już po otrzymaniu rozkazu użycia broni. Wojsko powinno być drugim rzutem , a pierwszym milicja.”
Grupie aparatczyków próbujących usunąć Gomułkę, obok ewidentnego wsparcia Moskwy, z pomocą przyszła choroba I sekretarza. Gomułka znajdujący się od kilku dni w stanie skrajnego napięcia, doznał zaburzeń układu krążenia, czego następstwem była częściowa utrata wzroku. W tej sytuacji nie był już zdolny do prowadzenia posiedzenia Biura Politycznego, które rozpoczęło się 19 grudnia o 13.00 i przedstawienia na nim propozycji zawieszenia podwyżki cen na 3 miesiące, co zdaniem I sekretarza, mogło powstrzymać dalsze protesty. 20 grudnia, w godzinach przedpołudniowych, Cyrankiewicz i Kliszko udali się do szpitala, w którym przebywał Gomułka, w celu uzyskania jego formalnej rezygnacji z funkcji I sekretarza KC. O godzinie 16.00 zebrało się VII Plenum KC, na którym Gierek otrzymał stanowisko szefa PZPR, a jego współpracownicy oczekiwane awanse. Nowym premierem został 23 grudnia Piotr Jaroszewicz.



 

Zmiany u steru władze wypaliły grudniową fale protestów. Podczas protestów robotniczych na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku zginęło 45 osób. Symbolem tej tragedii stał się Zbigniew Godlewski, 18- letni robotnik portowy, którego ciało na wyjętych z framugi drzwiach niesiono 17 grudnia 1970 na czele robotniczego pochodu, maszerującymi głównymi ulicami Gdyni. Pod symbolicznym nazwiskiem „Janek Wiśniewski” postać ta stała się bohaterem ballady autorstwa Krzysztofa Dowgiałły (słowa) oraz Mieczysława Cholewy (muzyka), wykonywanej m. in. przez Krystynę Jandę w filmie Andrzeja Wajdy „Człowiek z żelaza”.


Słowa ballady o Janku Wiśniewskim:
http://www.youtube.com/watch?v=lxpAvsY8Gos
„ Chłopcy z Grabówka, chłopcy z Chylonii,
Dzisiaj milicja użyła broni,
Dzielnieśmy stali, celnie rzucali,
Janek Wiśniewski padł.

Na drzwiach ponieśli go Świętojańską
Naprzeciw glinom, naprzeciw tankom,
Chłopcy stoczniowcy, pomścijcie druha!
Janek Wiśniewski padł.

Huczą petardy, ścielą się gazy,
Na robotników sypia się razy,
Padają dzieci, starcy, kobiety,
Janek Wiśniewski padł.

Jeden raniony, drugi zabity –
Krwi się zachciało słupskim bandytom,
To Partia strzela do robotników.
Janek Wiśniewski padł.

Krwawy kociołek to kat Trójmiasta,
Przez niego giną dzieci, niewiasty,
Poczekaj draniu, my cię dostaniem…
Janek Wiśniewski padł.

Stoczniowcy Gdyni! Stoczniowcy Gdańsk!
Idźcie do domu – skończona walka.
Świat się dowiedział, nic nie powiedział.
Janek Wiśniewski padł.

Nie płaczcie, matki, to na darmo
Nad stocznią sztandar z czarną kokardą,
Za chleb i wolność, za nową Polskę-
Janek Wiśniewski padł. „

TAGI: Kryzys zimowy
DATA MODYFIKACJI: 2009-11-07 18:36:50
DODAŁ: Kocot
AUTOR: Aneta Kocot

Aby móc oceniać oraz komentować zasób, musisz być zalogowany.
Do tego zasobu nie dodano jeszcze komentarza.