iArchiwum

ZNAJDŹ INTERESUJĄCE CIĘ WYDARZENIA Z DANEGO OKRESU

Tajna prasa w okresie okupacji niemieckiej i jej rola w życiu społeczeństwa.

“Na terenie państwa polskiego ukazywało się w latach poprzedzających bezpośrednio wybuch drugiej wojny światowej około 2700 czasopism, w tym 184 dzienniki i 482 tygodniki. W okresie działań wojennych na terenie Polski we wrześniu 1939 ro...” - czytaj dalej...

dodał: Kocot



Ocena: 0 (0 głosów)

Prezydenci RP - niedoścignione autorytety.

Krótka historia II Rzeczypospolitej dostarczyła mimo swej szybkości przeminięcia, wielu interesujących i jakże ważnych zmian, które procentują aż do dzisiaj. Ten intensywny okres 20 lat zaowocował połączeniem trzech zaborów, stworzeniem demokracji parlamentarno - gabinetowej, odbudowy fizycznej i duchowej kraju, stworzeniem nowego prawa, leżącego u podstaw wszystkiego, czego doświadczamy obecnie. Wprowadzenie reform pieniężnych, dewaluacji złotówki, skonstruowania władzy samorządowej opartej na wzorowej idei samorządu terytorialnego... Podjęto próby reform oświaty, wprowadzając gimnazjum i licea ogólnokształcące oraz profilowane, kasy chorych w służbie zdrowia, a co najważniejsze stworzono i podzielono na zasadzie monteskiuszowskiej władzę, okładając ją kaftanem bezpieczeństwa w postaci kontroli parlamentarnej i innych organów prawnych jak np. Najwyższa Izba Kontroli. Wszystkie te idee, należy zauważyć, zostały odtworzone 70 lat później, w nowej, wolnej Polsce. Skłania to do pewnej refleksji, odnośnie zasadności i oryginalności pomysłów obecnych 20 lat rządów w Polsce. Czy rzeczywiście podejmowane docześnie próby zmian możemy zawdzięczać rządom polskim po 1989 r.? A może jest to analogia do stwierdzenia, iż cała filozofia jest tylko przypisami do Platona, tak jak III RP to tylko dopisek, uzupełnienie i dostosowanie do współczesnych realiów Polskiej Republiki z dwudziestolecia międzywojennego? Z całą pewnością obecna klasa polityczna nie czerpie z doświadczeń personalnych wspomnianej powyżej epoki historii Polski. Zarysowując obraz trzech prezydentów państwa polskiego spróbuję pokazać, iż ludzie tamtejszych czasów stawiali ponad wszystko dobro kraju i nowo narodzonej państwowości, a w chwilach trudnych rezygnowali z przywilejów, chwały i zaszczytów dla nieistniejącego obecnie pojęcia, jakim było dobro wspólne.

Gabriel Narutowicz (16.03.1865 – 16.12.1922) – Ten wybitny profesor fizyki pochodził ze Żmudzi litewskiej, z terenów gdzie nad wyraz szeroki był kult patriotyczny. Wpajany mu od dziecka przez matkę stał się podwaliną późniejszych działań, jakie podejmował Narutowicz. Studiował na Uniwersytecie w Petersburgu, lecz nie ukończył go. Cierpiąc na suchoty otrzymał możliwość wyjazdu do sanatoriów w Szwajcarii, co było doskonałym pretekstem do ucieczki przed ścigającymi go służbami bezpieczeństwa Rosji carskiej – Ochraną. Młody Gabriel już wtedy był zaangażowany w działalność opozycyjną i wyjazd do Zurychu w znacznym stopniu utrudnił działalność rosyjskiej bezpieki. Ścigany również w Bazylei przez studentów rosyjskich, po otrzymaniu obywatelstwa, został wzięty pod skrzydła prawa Konfederacji Szwajcarskiej jako wybitny student Politechniki Federacyjnej w Zurychu.

Narutowicz zajął się głównie hydroenergetyką i jako wybitny ekspert z tej dziedziny projektował największe tego typu elektrownie, m.in. w Kubel w kantonie Saint-Gallen o mocy 2250 KW, czy w Andelsbuch 7350 KW. Ponadto często wzywany jako ekspert i projektant wyjeżdżał ze Szwajcarii, m.in. do Hiszpanii, Finlandii, Niemiec, Turcji, a jednym z najbardziej spektakularnych przedsięwzięć była budowa hydroelektrowni w Montjovet (zdj. powyżej) w północnych Włoszech. Jego geniusz hydroenergetyczny miał okazać się szalenie pomocny tuż po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Narutowicz wraz z Ignacym Janem Paderewskim i Henrykiem Sienkiewiczem zaangażowali się w tworzenie Szwajcarskiego Komitetu Generalnego Pomocy Ofiarom Wojny [I wojny – RP] utworzonego w miejscowości Vevey, od której wzięto nazwę Komitetu Veveyskiego, gdzie Narutowicz pełnił funkcje skarbnika i sekretarza. Narutowicz stanął przed wieloma trudnymi wyborami, dotyczącymi swej przyszłości, która w momencie wybuchu I wojny była jak na ówczesne warunki całkiem komfortowa. Szwajcaria nie zaangażowana po żadnej stronie konfliktu, stała się swoistym centrum wszelakiej myśli technologicznej i politycznej, gdzie Narutowicz jako obywatel Konfederacji, mógł w neutralny sposób wybierać pomiędzy państwami Trójporozumienia i Centralnymi. Jako dziekan wydziału budownictwa Politechniki w Zurychu i mimo swych ogromnych sukcesów, wybrał powrót do Polski w 1919 r. Przyciągnięty myślą odzyskania niepodległości przez rodzimy kraj, a dokładniej Jozefa Piłsudskiego z którym poznał się właśnie w Szwajcarii, postanowił wrócić do odrodzonego kraju i mimo katastrofalnej sytuacji gospodarczej i materialnej Polski podjął tekę ministrem robot publicznych w czterech rządach: W. Grabskiego, W. Witosa i dwukrotnie A. Ponikowskiego (1920-1922). W. Baranowski tak wspomina w tej roli ministra: „Przerzucony z kraju cywilizacji i to zwłaszcza w tej dziedzinie" , w której przyszło mu w Polsce pracować, przy całej swej świadomości, jak tu jest wiele do zrobienia, ani narzekał, ani krytykował, lecz bystro oceniał zakres i teren swej działalności, którą rozłożył na całe lata”. Z zamiłowaniem patrzył w stronę budowli wodnych, lecz poświęcił sie odbudowie kraju jako całości, stawiając głównie na transport drogowy i kolejowy, który w znacznym stopniu został zniszczony przez działania przesuwających się frontów i ofensyw Brusiłowa i Ludendorfa. Zcalenie trzech zaborów stało sie o tyle trudne, iż Rosjanie i Niemcy wycofujący się zabrali ze sobą większość maszyn z zakładów produkcyjnych, jak również wysadzili w powietrze wiele mostów. Co ciekawe, Narutowicz mimo traktatu wersalskiego mówiącego o utworzeniu Wolnego Miasta Gdańska, był przekonany, ze Polska przejmie kontrole nad portem i nie będzie potrzebować nowego.

Był to strategiczny błąd, który uwidocznił się dopiero po jego śmierci i wojnie celnej z Niemcami (od 1925 r.), lecz mimo to port w Gdyni prześcignął swym przeładunkiem Gdańsk już w 1937 r. Wielkim sukcesem konstrukcyjnym Narutowicza była zapora wodna i elektrownia na rzece Sole, która jest czynna do dziś dnia. Co ciekawe, umiejętności dyplomatyczne i obycie międzynarodowe profesora zaowocowały powołaniem go na stanowisko ministra spraw zagranicznych 28 czerwca 1922 r. w rządach A. Śliwińskiego i J. Nowaka. Była to swoista nagroda za ogromny sukces jakim był pakt o wzajemnej pomocy i współpracy zawarty między Polską, a Rumunią 3 marca 1921 r. Fakt ten zaowocował możliwością wycofania się polskiego rządu do Rumunii 17 października 1939 r. z której to skorzystał m.in. prezydent Ignacy Mościcki. Można powiedzieć, ze to słodko-gorzka historia,  w której Gabriel Narutowicz doprowadza do paktu z Rumunia, sam ginie z rąk zamachowcy, a tym samym prawdopodobnie ratuje życie prezydentowi Mościckiemu, który ucieka z Polski.
Zgodnie z postanowieniami konstytucji marcowej, wybory prezydenckie w Polsce miały odbyć się poprzez glosowanie w Zgromadzeniu Narodowym, czyli połączonych izb poselskiej i senatorskiej, a kadencja wynosiła 7 lat. Narutowicz sprawował swój urząd zaledwie 7 dni. Kandydatów było pięciu, wśród nich m.in. Narutowicz, wysunięty niespodziewanie przez PSL "Wyzwolenie”.

Zasada głosowania była następująca. Jeśli w pierwszej turze nikt nie osiągnie bezwzględnej większości (50% + 1) wtedy kandydat z najsłabszym wynikiem odchodzi i głosowanie jest ponawiane w zmniejszonym składzie.  Grudnia
  Sam Narutowicz nie wierzył w swoje zwycięstwo. 8 grudnia 1922 r., na dzień przed głosowaniem powiedział: „Moi drodzy, trochę dziś rozmawiałem. Kandydatura pana Wojciechowskiego wydaje się pewna. To dobrze, to bardzo dobrze, to zacny i rozumny człowiek. Siebie nie wycofam, bo i tak na szczęście szybko przepadnę”.

Kandydatem Narodowej Demokracji (prawicy) Dmowskiego był hrabia Maurycy Zamoyski, obok S. Wojciechowskiego najpoważniejszy kandydat. Jan Baudouin de Courtenay został zgłoszony przez Ozjasza Thona, przedstawiciela mniejszości żydowskiej, której głosy w drugiej turze przeszły na Narutowicza. Prawica od samego początku była tym zbulwersowana, w szczególności jej radykalna część upatrująca w Narutowiczu masona i Żyda. Falanga i fanatycy przeszli ulica Warszawy krzycząc: „Niech żyje Mussolini! Niech żyje polski faszyzm!”, a przez kolejne dni wybuchały regularne burdy przeciwko lewicowym wyborze Narutowicza. On sam chciał odciąć się od etykiety socjalistycznej, mimo iż to właśnie głosami lewicy, centrum i mniejszości został wybrany. Po przejęciu władzy złożonej na jego ręce przez Naczelnika Państwa, Józefa Piłsudskiego, dokończył swe sprawy w MSZ, a tekę tą zaproponował, w myśl tworzenia rządu jedności, Zamoyskiemu. Jednakże ogólnonarodowa histeria wywołana przez środowiska radykalnej prawicy sparaliżowała w znacznym stopniu możliwość skutecznego stworzenia nowego rządu. „W biały dzień, 16 grudnia 1922 roku, podczas otwarcia wystawy malarstwa w gmachu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie, prof. Eligiusz Niewiadomski oddał trzy śmiertelne strzały do prezydenta Gabriela Narutowicza”. Z całą pewnością, zarzuty kierowane wobec wyboru prezydenta były nietrafione i absolutnie nie na miejscu. Pisano: „(…) Wybór ten, zdumiewająco bezmyślny, wyzywający, jątrzący, wytwarza stan rzeczy, z którym większość polska musi walczyć i na podstawie którego żadną miarą nie stanie do pracy państwowej, bo to byłoby tylko utrwaleniem rozstroju i zagładą podstawowych pojęć, którymi stoją narody”. Właśnie ta histeria, ta panika stała się pożywką dla zabójstwa Gabriela Narutowicza, wybitnego człowieka i męża stanu, który padł ofiarą być może przypadku, nieszczęścia, lecz z całą pewnością nie zasłużył na swój los. E. Niewiadomski został rozstrzelany przez pluton egzekucyjny parę dni później.
Stanisław Wojciechowski (15.03.1869 – 09.04.1953) – ten polski polityk wybrany został 20 grudnia 1922 r. 298 głosami i tym samym pokonał kandydata prawicy, Kazimierza Morawskiego. Pochodził z Kalisza, lecz życie swe związał z Warszawą, gdzie studiował na Wydziale Fizyko-Matematycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Działał wraz z Teodorem Tomaszem Jeżem przy Polskim Związku Młodzieży „Zet”, gdzie odkryty w swej działalności konspiracyjnej musiał udać się na emigrację do Szwajcarii, a następnie do Paryża, gdzie związał się z Polską Partią Socjalistyczną. Na jej zjeździe w Wilnie w 1905 r. poznał Piłsudskiego i wraz z nim redagował „Robotnika”. Mimo swej zażyłości z Piłsudskim, sam mówił o sobie: „Zarówno prawica, jak i lewica nie darzyły mnie zaufaniem. W klubie ludowo-narodowym miałem wielu przyjaciół (…) Ale klub ten uważał mnie za ukrytego socjalistę i prawą rękę Piłsudskiego. Z drugiej strony socjaliści uważali mnie za renegata, coraz bardziej skłaniającego się ku prawicy” co miało mieć wyraźny wydźwięk w poparciu rządów chadecko-ludowych Grabskiego i Korfantego.Sam pochodzący z rodziny szlacheckiej i inteligenckiej, zajmował się głównie ideami spółdzielczości, lecz wszelkie sprawy natury gospodarczej również nie były mu obce. Próbował przeforsować korzystne pomysły ministra ds. finansów W. Grabskiego dotyczące działań antyinflacyjnych, lecz kryzys rządowy i niechęć ludowców oraz chadeków do zmian, pokrzyżowały plany prezydenta. Wojciechowski aktywnie działał w polityce wewnętrznej, gdzie do jego największych sukcesów należały m.in. utworzenie i podtrzymanie rządu W. Grabskiego. Wojciechowski mimo swego poparcia dla rządów ludowców i endeków, pozostawał na dobrej stopie z Marszałkiem, który w dalszym ciągu piastował funkcję Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Jednakże ciągłe ataki i powstanie rządu Witosa „chjeno-piasta” sprawiło, iż Piłsudski podjął decyzję o wycofaniu się z życia publicznego i pozostawienie spraw kraju w rękach rozdrobnionego Sejmu. Na stanowisku ministra spraw wojskowych pojawił się gen. W. Sikorski popierany przez prezydenta, a stojący w opozycji do koncepcji armistycznych Piłsudskiego. Był to faktyczny moment, od kiedy ścieżki Wojciechowskiego i Marszałka rozeszły się. Zamknięty w swym gabinecie pałacu Belwederskiego prezydent coraz bardziej oddalał się od swego dawnego przyjaciela. Odejście Piłsudskiego z polityki mogło mieć również związek z jego permanentnym opluwaniem przez Narodową Demokrację oraz śmierć Narutowicza. Mówił o opozycji i powodach swego odejścia: „Był cień, który biegł koło mnie (…) Czy to na polu bitew, czy w spokojnej pracy w Belwederze (…) – cień ten niedostępny koło mnie ścigał mnie i prześladował. Zapluty, potworny karzeł na krzywych nóżkach, wypluwający swoją brudną duszę, opluwający mnie zewsząd, nie szczędzący niczego (…) krzyczący frazesy, wykrzywiający potworną gębę, wymyślający jakieś niesłychane historie (…)”. W listopadzie 1925 r. Marszałek niespodziewanie pojawił się w Belwederze, gdzie postawił ultimatum odnośnie ministerstwa spraw wojskowych. Argumentował niedobrymi nastrojami w armii pod rządami Sikorskiego i Szeptyckiego, w końcu przeforsował swojego kandydata na to stanowisko w osobie gen. J. Żeligowskiego. Tym samym Wojciechowski stracił możliwość wywierania realnych decyzji na wojsko i stał się w tej materii jedynie figurantem. Koncepcje powierzenia budowania rządu po raz trzeci W. Grabskiemu w postaci pozaparlamentarnej nie zostały przeforsowane przez prezydenta, który musiał powierzyć stanowisko premiera W. Witosowi, a ten stanął po raz drugi na czele ludowo-prawicowej koalicji.

Nowym ministrem spraw wojskowych został gen. J. Malczewski po uprzednim sprzeciwie prezydenta wobec kandydatury Sikorskiego. Wojciechowski prawdopodobnie nie wiedział, iż Malczewski bardzo blisko współpracował z endecją, którą też zapewniał o kontrolowaniu armii. 12 maja 1926 r. środowiska lewicowe domagające się ustąpienia rządu i zarzucające mu praktyki faszystowskie, wzywały do powrotu Piłsudskiego, przebywającego w sanatorium w Spale. Oddziały wojskowe zgromadzone w Rembertowie posłusznie czekały na przyjazd Marszałka. Gabinet, a następnie prezydent wydali orędzie wzywające do posłuszeństwa armii: „Żołnierze Rzeczypospolitej. (…) Wierność Ojczyźnie, wierność Konstytucji, wierność legalnemu Rządowi jest warunkiem dotrzymania (…) przysięgi.Obowiązek ten przypominam wam, żołnierze, jako wasz najwyższy zwierzchnik i żądam bezwzględnego wytrwania i wierności żołnierskiej. Tym, którzy by o tym obowiązku zapomnieli, wzywam i rozkazuję im natychmiast powrócić na drogę prawa i posłuszeństwa (…)”. Tym samym Wojciechowski zdecydował się na rozmowę w cztery oczy z Piłsudskim, który nakazał maszerować wojskom na Warszawę. W tymże czasie, akcje PPS i kolejarzy powstrzymały przyjazd wojsk rządowych do stolicy wzywanych w celu wsparcia. Na moście Poniatowskiego doszło do spotkania tych mężów stanu, rozmowa była krótka, a tak relacjonuje ją Wojciechowski: „Gdy zbliżył się do mnie, powitałem go słowami: Stoję na straży honoru Wojska Polskiego, co widocznie oburzyło go, gdyż uchwycił mnie za rękę i zduszonym głosem powiedział: No, no! Tylko nie w ten sposób. Strząsnąłem jego rękę nie dopuszczając do dyskusji. Reprezentuję tutaj Polskę, żądam odpowiedzi (…) – Dla mnie droga legalna zamknięta [odpowiedział Piłsudski] (…)". Prezydent powrócił do Belwederu gdzie po 3 dniach walk w Warszawie (zginęło 192 żołnierzy i 164 cywilów) postanowił zrzec się urzędu (14 maja) i wraz z gabinetem Witosa ustąpić (15 maja). Stanisław Wojciechowski rozpoczął pracę nad ideą spółdzielczości i został profesorem w SGGW w Warszawie, gdzie wykładał do 1939 r. Przeżył wojnę i doczekał późnego wieku, gdy osiadł wraz z rodziną pod Warszawą.
Ignacy Mościcki (01.12.1867 – 02.10.1946) -  Jest istotne, aby wspomnieć o decyzjach jakie zapadły tuż po zamachu majowym. Zgodnie z konstytucją, marszałek sejmu, Maciej Rataj zastąpił prezydenta na tym stanowisku do momentu wyborów nowej głowy państwa. 30 maja 1926 r. Zgromadzenie Narodowe zebrało się w celu wyboru J. Piłsudskiego na prezydenta Polski. Wygrana ta była sytuacją potwierdzającą stan faktyczny, w którym Marszalek chciał jedynie udowodnić iż jego niepodzielna władza, mit i chwała były nadal aktualne. Już dnia następnego zrzekł się tytułu Prezydenta, argumentując iż chce mieć jedynie kontrole nad wojskiem. Na stanowisko głowy państwa został wysunięty mniej znany profesor chemii, były rektor Politechniki Lwowskiej i przyjaciel Piłsudskiego, Ignacy Mościcki. Podobnie jak dwaj poprzedni prezydenci, pochodził on z rodziny szlacheckiej herbu Ślepowron, o silnych korzeniach patriotycznych. Należy wspomnieć, że tym samym herbem legitymuje się Wojciech Jaruzelski. Ojciec Mościckiego, podobnie jak Narutowicza, walczył w powstaniu styczniowym. Mościcki wyjechał następnie na studia do Rygi, gdzie na tamtejszej politechnice kształcił się w kierunku chemii, fizykochemii i elektrochemii. Za swe działania konspiracyjne wokół partii II Proletariat musiał emigrować i kontynuować studia na Collegu w Finsbury w Anglii, następnie pracował jako robotnik, aż w końcu został asystentem na Uniwersytecie we Fryburgu w Szwajcarii, gdzie w 1896 r. poznał Piłsudskiego. Znajomość ta trwała przez kolejne 40 lat, do śmierci Marszalka, a sam Mościcki wielokrotnie odwoływał się do swych długoletnich relacji z Naczelnikiem, w szczególności usprawiedliwiając swoje decyzje podjęte juz po śmierci Piłsudskiego jako były zgodne z myślą Marszałka.  W latach 1920-1926 pracował na Politechnice Lwowskiej w katedrze elektrochemii, następnie w latach 1925-1926 był jej rektorem. Bardzo istotne stały się jego odkrywcze prace na temat pozyskiwania azotu z powietrza i destylowania z niego kwasu azotowego. W tym celu postanowiono o budowie Państwowych Zakładów Związków Azotowych pod Tarnowem. Na przemysłową skalę kwas azotowy został wykorzystany do produkcji paliwa samolotowego (obecnie rakietowego), środków wybuchowych takich jak nitrogliceryna i trinitrotoluen (TNT), a także w farmacji. Dzięki projektowi prezydenta, który zrzekł się po swoim wyborze wszelkich praw do fabryki, uniezależniono Polskę od importu azotanów. W dowód wdzięczności, nową dzielnicę Tarnowa nazwano Mościcami od nazwiska prezydenta. Tuz po zamachu majowym i wyborze Piłsudskiego na prezydenta oraz zrzeczeniu się przez niego urzędu na drugi dzień, postanowiono o nowym glosowaniu w Zgromadzeniu Narodowym, które wyznaczono na 4 czerwca 1926 r. Startował w nich właśnie Mościcki, który podobnie jak Narutowicz został wybrany glosami lewicy, centrum i mniejszości, jako kandydat Marszałka. Zdobył  291 głosów, lecz poparcie to było wyrażone jedynie aprobatą dla Piłsudskiego, a nie samego Mościckiego, który w ciągu kolejnych lat mimo wszelkich starań, był jedynie figurantem na tym stanowisku wykorzystywanym umiejętnie przez Marszałka. Mimo to, prezydent starał się zawsze odnaleźć w sytuacji, zaradzić konfliktom i pełnić role arbitra w ich rozstrzyganiu. Ponadto, w miarę upływu czasu, coraz więcej osób reprezentujących elity władzy zgadzało się w większości kwestii z Mościckim i jego pomysłami na państwo. Faktycznie jednak, w pierwszych latach urzędowania, władze w Polsce dzierżyli Piłsudski i premier K. Bartel, również profesor Politechniki Lwowskiej, wieloletni przyjaciel prezydenta, który tak mówił do Składkowskiego o jego wyborze: „… Wczoraj telefonowałem do profesora do Lwowa, że musi przyjechać w sprawie nie cierpiącej zwłoki (…) mówię mu jaka jest wola Komendanta: ma zostać prezydentem Rzeczypospolitej”. Marszalek postanowił o znaczącej zmianie konstytucji, aby ograniczyć praktyki sejmokracji i juz 2 sierpnia została uchwalona tzw. nowela sierpniowa, dająca szerokie kompetencje głowie państwa i znacząco wzmacniająca pozycję egzekutywy. Prezydent został wyposażony w możliwość rozwiązania parlamentu w każdej chwili na wniosek Rady Ministrów z uzasadnieniem wydanym w orędziu. Co ważniejsze, Sejm stracił prawo do samorozwiązania. Ponadto, prezydent otrzymał prerogatywę wydawania rozporządzeń z mocą ustawy na wniosek rządu i sejmu, ale tylko w wyznaczonych ramach, bez zmian ustrojowych (ordynacji wyborczej, budżetu, zmian konstytucji). Najistotniejsza zmiana zaowocowała wprowadzeniem ograniczenia odwołania rządu. Wg. noweli wniosek o wotum nieufności postawiony wobec rządu, nie mógł być głosowany na tym samym posiedzeniu Sejmu, co miało miejsce do tego momentu. Stanisław Car, który był głównym interpretatorem przepisów prawa w różny i często odstający od standardów sposób, ale zawsze na korzyść obozu Piłsudskiego, przedstawiał wykładnie prawa. Stwierdził przy tej okazji iż, po zgłoszeniu wniosku o wotum nieufności rząd może podać się do dymisji, a dzień. później przed głosowaniem w Sejmie prezydent powołuje nowy rząd w tym samym składzie, co poprzednio. To nagięcie przepisów konstytucji zapewniło przetrwanie rządowi Kazimierza Bartla oraz kolejnych gabinetów Sanacji. Prezydent zaangażował sie w zwalczanie kryzysu ekonomicznego jak również wiedział, iż tylko szybki rozwój gospodarczy zapewni adekwatną ochronę przed ewentualnymi agresorami z Zachodu i Wschodu. Mościcki doceniał dostęp do morza i walnie przyczynił się do budowy portu w Gdyni. Osobiście nadzorował budowę wielu okrętów wojennych, na których konstrukcje naciskał osobiście. Sam wraz z rodziną mieszkał na Zamku Królewskim w Warszawie, który stał się centrum spotkań prezydenta, premiera i Piłsudskiego, jako głównego ośrodka decyzyjnego w państwie. Od początku lat 30-tych Piłsudski znacząco podupadł na zdrowiu. Do samej jego śmierci nie było do końca wiadomo, kogo widzi na stanowisku prezydenta po wejściu w życie nowej konstytucji. Rządy autorytarne w Polsce spowodowały szerokie represje w stosunku do opozycyjnych partii, wcześniej popierających Piłsudskiego (m.in.: PSL "Wyzwolenie", PPS), które w utworzonym Centrolewie protestowały przeciwko wzmacnianiu władzy wykonawczej i wprowadzaniu systemu autorytarnego w państwie. Ciekawym był stosunek prawicy, która nie wyrażała stanowczego sprzeciwu wobec skręcającego na prawo Piłsudskiego. Marszalek na stanowisku prezydenta widział najprawdopodobniej Walerego Sławka, lecz dopiero po wejściu w życie nowej konstytucji. Jak wiadomo Piłsudski nie doczekał tego momentu, a prezydent Mościcki wybrany na druga 7 letnia kadencje w 1933 r. pozostał na swym stanowisku korzystnie dla siebie interpretując przepisy prawa konstytucji kwietniowej z 23 kwietnia 1935 r., która nie przewidywała nowych wyborów prezydenckich. Mościcki do samego końca doceniał kunszt byłego Naczelnika państwa: „Marszałek Piłsudski życie zakończył. Wielkim trudem swego życia budował siłę w narodzie, geniuszem umysłu, twardym wysiłkiem woli państwo wskrzesił”. Po śmierci Marszalka 12 maja 1935 r. nastąpił rozdźwięk w sprawowaniu władzy a państwie. W. Sławek stracił stanowisko premiera, gdyż bez popierającego go Piłsudskiego, nie miał juz poparcia politycznego, natomiast Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem okazał się w totalnym rozkładzie politycznym. Tym samy w kraju wyrosły dwie znaczące i liczące się siły polityczne, tzw. grupa Zamkowa, skupiona wokół prezydenta, premiera F.S. Składkowskiego i ministra spraw zagranicznych J. Becka oraz wojskowa Marszalka E. Rydza-Śmigłego (zdj. zimą Mościcki i Śmigły) reprezentującego Obóz Zjednoczenia Narodowego (OZON). Prezydent okazał się fantastycznie przygotowany do swej roli. Biegłość w dyplomacji, gdzie wraz z J. Beckiem odmówili roszczeń Hitlera odnośnie eksterytorialnej autostrady komunikacyjnej przez korytarz gdański, co po wydarzenia anschlussu Austrii i rozpadu Czechosłowacji zastopowało żądania niemieckie. Prezydent ponadto postanowił o przyspieszeniu modernizacji polskiej armii na dwa lata przed wybuchem wojny, udowadniając iż polityka Polski nie jest krótkowzroczna. W polityce wewnętrznej dążył do stworzenia szerokiej koalicji popierającej rząd i większej demokratyzacji życia politycznego, poprzez dostęp opozycji i legalne wybory.

To właśnie z inicjatywy Mościckiego przeprowadzono całkowicie wolne wybory samorządowe w 1938 r. Odwilż po śmierci Piłsudskiego była również możliwa dzięki zakończeniu się kryzysu ekonomicznego w Polsce i na świecie. Ignacy Mościcki tak jak reszta społeczeństwa uważał za konieczne większe oddanie państwa w ręce obywateli i ich realny wpływ na losy kraju, ale jednocześnie przy zbrojeniach i agresywnej postawie sąsiadów Polski, pozycje swą w wojsku umacniał Rydz-Śmigły, będący rywalem Mościckiego. W momencie wybuchu II wojny i nalotów na Warszawę Mościcki udał sie wraz z rządem do willi pod Warszawą. 7 września zmuszony wraz z rządem i Naczelnym Wodzem, na którego wyznaczył Śmigłego, udać sie na Wołyń gdzie do 10 września przebywali w zamku Radziwiłłów, stopniowo ewakuując majątek i archiwa w kierunku granicy z Rumunia, która zgodnie z umowa z 1921 r. zobowiązała sie przyjąć polskie władze i zapewnić im bezpieczeństwo. Na granicy w Kutach rząd polski wraz z Naczelnym Wodzem i prezydentem przebywali do 17 września, czyli momentu, gdy wojska radzieckie uderzyły na Polskę. Wtedy też Mościcki wydał swą odezwę do żołnierzy i ludności: „Gdy armia nasza z bezprzykładnym męstwem zmaga się  z przemocą wroga od pierwszego dnia wojny aż po dzień dzisiejszy, wytrzymują napór wroga od pierwszego dnia wojny aż po dzień dzisiejszy, wytrzymując napór ogromnej przewagi (…) niemieckich sił zbrojnych, nasz sąsiad wschodni najechał nasze ziemie (…) Stanęliśmy (…) w obliczu nawałnicy, zalewającej nasz kraj z zachodu i wschodu”. Tego też dnia przekroczyli granice i w Krajowej w Rumunii zostali aresztowani, i osadzeni w więzieniu. Internowanie najwyższych władz Rzeczypospolitej było jedyną możliwością, jaką mieli Rumunii wobec żądań niemieckich. Hitler chciał natychmiastowego wydania władz polskich, lecz poprzez areszt strona rumuńska zapobiegła temu. Mościcki podjął natychmiastową decyzję o zrzeczeniu się prezydentury i przekazaniu jej zaufanemu generałowi i ambasadorowi w Rzymie, Wieniawie-Długoszowskiemu, jednakże władze francuskie i W. Sikorski przebywający we Francji nie chcieli widzieć na tym stanowisku polityka sanacyjnego, toteż został nim polityk mniej znany, cywil, Władysław Raczkiewicz. Mościcki tym samym wydał antydatowany dekret z dniem 17 września w celu uniknięcia spekulacji o ważności swej decyzji. Sam uwolniony, częściowo dzięki interwencji Roosevelta, wyjechał wraz z rodziną do Szwajcarii, gdzie zmarł w 1946 roku. Został pochowany w katedrze św. Jana w Warszawie.
 Historia pokazuje, ze urząd prezydenta II Rzeczypospolitej nie był traktowany, jako karta przetargowe, lecz prawdziwy najwyższy urząd w państwie, nawet przez Piłsudskiego, który zawsze się liczył ze zdaniem głowy państwa. Osoby piastujące te stanowiska były apolityczne i dążyły do ciągłych kompromisów i szerokiej koalicji rządowej. Dzięki swej inteligencji i patriotyzmowi zawsze stawiali dobro Polski na piedestale. Ci trzej politycy byli czystą elitą, profesorami wyższych uczelni, przygotowani jak mało, kto w obyciu międzynarodowym do roli głowy państwa. Doceniali, jako inżynierowie, przemysł, myśl technologiczna i zmiany gospodarcze, czego tak bardzo brakuje obecnym politykom aspirującym do najwyższego stanowiska w państwie. Można jedynie liczyć iż sytuacja ta w końcu się zmieni czerpiąc przykład z tej zaledwie dwudziestoletniej historii.

Bibliografia:
1. A. Ajnenkiel, Prezydenci Polski, Wydawnictwo Sejmowe, Warszawa 1991
2. M. Ruszyc, Strzały w „Zachęcie”, Wydawnictwo „Śląsk”, Katowice 1987

TAGI: Prezydenci RP
DATA MODYFIKACJI: 2009-11-07 15:36:01
DODAŁ: pieja
AUTOR: Rafał Pieja

Aby móc oceniać oraz komentować zasób, musisz być zalogowany.
Do tego zasobu nie dodano jeszcze komentarza.