iArchiwum

ZNAJDŹ INTERESUJĄCE CIĘ WYDARZENIA Z DANEGO OKRESU

Tajna prasa w okresie okupacji niemieckiej i jej rola w życiu społeczeństwa.

“Na terenie państwa polskiego ukazywało się w latach poprzedzających bezpośrednio wybuch drugiej wojny światowej około 2700 czasopism, w tym 184 dzienniki i 482 tygodniki. W okresie działań wojennych na terenie Polski we wrześniu 1939 ro...” - czytaj dalej...

dodał: Kocot



Ocena: 0 (0 głosów)

Magia ekranu, czyli sztuka filmowa lat 1918-1939.

Sztuka filmowa miała w Polsce przedwojennej licznych wyznawców, choć z pewnością film nie należał w latach 20. do sztuk najambitniejszych. Kilka wytwórni filmowych – Sfinks, Leo- film, Falanga – produkowała dzieła dalekie od największych osiągnięć światowych. Królowały adaptacje klasyki, melodramaty, później, w latach 30., najlepsze w polskim kinie komedie.
W latach 20. na ekranach kin można było obejrzeć „Ziemię obiecaną” wg Reymonta w reżyserii A. Hertza, „Przedwiośnie” wg Żeromskiego – H. Szaro, „Chłopów” – E. Modzelewskiego czy wreszcie najchętniej „Trędowatą”, (1926), w reżyserii E. Puchalskiego. Rolę Stefci Sudeckiej grała Jadwiga Smosarska, a w czołówce filmu oznajmiano, że „Trędowata” to pieśń miłości, czyli współczesny dramat salonowy według słynnej powieści Heleny Mniszek.
Pierwsza adaptacja „Pana Tadeusza” (1928) w reżyserii Ryszarda Ordyńskiego nie była dziełem udanym, chociaż starano się bardzo nadać ekranizacji wysoka rangę, wyjątkowo rezygnując z komercyjnych względów na rzecz wartości artystycznych. Zresztą recenzenci z reguły nie cenili polskiego filmu, zarzucając mu ukochanie kiczu i sztampy, natomiast widzowie, na przekór krytykom, chętnie oglądali komedie i melodramaty rodzimej produkcji,
Polski film miał swoich wielbionych przez widzów aktorów. Oczywiście byli to ci sami aktorzy, którzy wieczorami grali w teatrze, ale teraz mieli też filmową publiczność, może mniej wyrobioną, za to o wiele mocniej zakochanych w swych idolach.
W filmach najlepszych polskich reżyserów ( J. Gardana, J.Lejtese, M. Krawicza, M. Waszyńskiego, L. Buczkowskiego) grali m. in. Eugeniusz Bodo, Adolf Dymsza, Kazimierz Krakowski, Antoni Żabczyński, Maria Malicka, Zula Pogorzeliska i wielka gwiazda – Jadwiga Smosarska. Smosarska zastąpiła na szczytach popularności Polę Negri, wielka gwiazdę niemego filmu.
Pola Negri, a właściwie Apolonia Chałupiec, pierwszy wamp polskiego kina, zadebiutowała (1914) w „Niewolnicy zmysłów” J. Pawłowskiego, z miejsca zyskując popularność.
 Była tajemnicza, może nieco pretensjonalna i teatralna, ale bezsprzecznie urodziwa; według recenzenta, u progu kariery „ panienka była wiotka jak trzcina wiosenna, w ciągłej bladej twarzyczce paliły się ciemne, niebieskie oczy”. Pola Negri zagrała w kilku filmach wytwórni Sfinks, po czym wyjechała do Hollywood, gdzie zyskała prawdziwie światową sławę, grając w filmach E. Lubitscha, m. in. z Rudolfem Valentino.
Smosarska nie aspirowała do roli wampa; zdecydowanie bardziej odpowiadała jej rola pięknej, świadomej swej urody kobiety, ponadto utalentowanej aktorki, zwanej przez dziennikarzy „nieustającą królową polskich ekranów”.
Polskie filmy na pewno nie były arcydziełami, ale miały niewymuszony wdzięk, który nierzadko i dziś trafia do widza, m. in. dzięki bezpretensjonalnym piosenkom o łatwej i pogodnej melodii.
Wśród ekranowych piosenek zdarzały się wszakże arcydzieła takie jak utwór Hanki Ordonówny „Miłość ci wszystko wybaczy” z muzyką Henryka Warsa i słowami Juliana Tuwima z filmu „Szpieg w masce”. Ordonównę znała cała Warszawa nie tyle z filmu, w którym zagrała tylko raz i to z mizernym skutkiem, ale z kabaretu. Należała do pierwszych gwiazd „Qui Pro Quo”, teatrzyku literacko – artystycznego założonego z inicjatywy J. Tuwima, Konrada Toma i Jerzego Boczkowskiego. Piosenki i monologi Mariana Homara, skecze J. Tuwima i Jerzego Jurandota wykonywali tu obok Ordonówny, Mira Zimińska, Stefania Górska, Irena Kwiatkowska, Eugeniusz Bodo, Adolf Dymsza i wielu innych. Nad całością czuwał wspaniały konferansjer Fryderyk Jaroszy, a każdy spektakl miał interesującą oprawę muzyczną i odpowiednio skomponowaną scenografię. Kabaret gościł tłumy warszawiaków spragnionych niezłej rozrywki.

Innym wesołym miejscem Warszawy było „Morskie Oko”, wzorowane na paryskiej rewii, z dwunastoma girlsami tańczącymi na obowiązkowych schodach i bogatą oprawą sceniczną. Programy „Morskiego Oka” należały do najpopularniejszych w stolicy, np. na rewię „Klejnoty Warszawy”, bilety rezerwowano z innych miast, mimo wysokiej ceny 16 złotych. Kabaret nie stronił od dowcipu politycznego, a politycy sanacyjny często bywali gośćmi na widowni. W programie „Trzej muszkieterowie” I. Rolad, L. Sempoliński i T. Olsza z werwą parodiowali trzech „rządowych” pułkowników – W. Sławka, J. Becka i B. Wieniawę, którzy oklaskiwali ich z pierwszych rzędów z autentycznym rozbawieniem, ku tym większej uciesze reszty widzów. Kilka miesięcy później konkurencyjny a zazdrosny o popularność „Qui Pro Quo” wystawił rewię „Piękna Helena”; w epizodzie aktor P. Lawiński znakomicie odegrał rolę zatroskanego Zeusa Gromowładnego, któremu spod greckiej szaty co raz to wygladały marszałkowskie lampasy.
Kabaret warszawski nie tylko dowcipkował, przede wszystkim śpiewał i tańczył. Aktorki teatrzyków rewiowych musiały dysponować niemałymi umiejętnościami – w krótkiej scence tworzyły wyraziste kreacje, by potem zaprezentować się w melodyjnej piosence albo w parodii z elementami tańca. Prawdziwych gwiazd było zatem niewiele, chociaż w kabarecie próbowały sił całe zastępy początkujących szansonistek i aktorek. Własny oryginalny styl prezentowały Zuzanna Pogorzeliska, Mira Zimińska, tancerki Loda i Alicja Halama, Zofia Terne i wspomniana już Hanna Ordonówna, słynna z interpretacji przejmujących, nieco sentymentalnych piosenek, które często stawały się wielkimi szlagierami. Rewia wytworzyła też nowy styl aktora – amanta i komika jednocześnie, śpiewającego, tańczącego, niezmordowanego w parodii i obdarzonego wdziękiem zjednującym publiczność. Do najlepszych należeli Ludwik Sempoliński, Adolf Dymsza, Tadeusz Olsza, Karol Hanusz i niezwykle popularny Eugeniusz Bodo.
Małych scenek kabaretowych było w Warszawie bardzo dużo ( w latach 1918 – 34 doliczono się ich 77). Prezentowały poziom wysoce zróżnicowany, nie zawsze potrafiły dorównać kabaretom europejskim, ale też odzwierciedlały charakter i wdzięk miasta. Ich twórcy czynili wszystko, by zadośćuczynić trafnemu twierdzeniu F. Goetla „ Warszawa nie Paryż, ale i Paryż nie Warszawa”.

 

TAGI: Sztuka filmowa.
DATA MODYFIKACJI: 2009-11-07 17:39:38
DODAŁ: Kocot
AUTOR: Aneta Kocot

Aby móc oceniać oraz komentować zasób, musisz być zalogowany.
Do tego zasobu nie dodano jeszcze komentarza.